Boimy się jej. Odpychamy. Nie pozwalamy, by nasze dzieci się jej przyglądały. A przecież jeszcze w pierwszej połowie XX wieku rodziliśmy się i umieraliśmy w domach – wśród najbliższych. Śmierć jest smutna, nieuchronna, nieodwracalna, ale to jedyna pewna rzecz na świecie. Dlatego w czasach, gdy nasi pradziadkowie i prababcie byli dziećmi, rodzice w sposób naturalny oswajali ich ze śmiercią.
Śmierć jest smutna, nieuchronna, nieodwracalna, ale to jedyna pewna rzecz na świecie. Dlatego w czasach, gdy nasi pradziadkowie i prababcie byli dziećmi, rodzice w sposób naturalny oswajali ich ze śmiercią.
Dziś żyjemy tak, jak by jej nie było. Nie pozwalamy już naszym najbliższym umierać w domu – co to to nie! Dlaczego? Bo, bo, bo… nie chcemy się z umieraniem pogodzić? Bo się boimy? Bo nikt nas nie nauczył, jak się zachować wobec osoby umierającej?
Jeszcze gorsze jest to, że chroniąc dzieci przed smutkiem, unikamy rozmów o śmierci, nie zabieramy ich na pogrzeby. I dzieci dorastają tak, jakby śmierci w ogóle nie było. Mało tego – w grach komputerowych mają co najmniej kilka żyć. Podobnie w ulubionych bajkach. A potem się dziwimy, że w realnym życiu nasze dzieciaki zachowują się ryzykownie, nie szanują życia – ani swojego, ani innych.
Nie ma lekarstwa na śmierć. Ale jest sposób na łagodniejsze jej przeżycie – oswajajmy ją. Ba, ale jak to robić? Warto sięgnąć po sposoby podpowiedziane przez Annę Jankowską na popularnym blogu o wychowaniu „Tylko dla Mam”.
Anna Krzyszowska-Kamińska
specjalista medycyny rodzinnej
Fot. Pixabay