10 biegowych mitów, czyli nie szukaj powodów, by nie biegać…

Właśnie przyświeciło słońce, przyroda wystrzeliła zielenią – nic tylko spełniać noworoczne marzenie, wzmocnione postanowieniem przy obfitym wielkanocnym stole: trzeba zacząć biegać. Kolejny raz zapewne walczysz z sobą. Dla ułatwienia wygranej przedstawiam 10 potocznych „prawd”, którymi zapewne jesteś przesiąknięty, a… nie mają sensu. I nie są wymówką.

  1. To nie dla mnie.

Nie generalizując, bieganie to aktywność dla każdego, zwłaszcza zapracowanego, mającego mało czasu i dużo stresu człowieka. Bieganie i pływanie to nasze podstawowe, niejako fizjologiczne umiejętności. W dodatku mają najlepszy stosunek wydatkowanej energii do czasu trwania wysiłku. Swoją drogą, czy to nie dziwne, że tak mówią zazwyczaj osoby z „potrzaskanymi” kolanami czy kręgosłupami – i to wcale nie przez uprawianie sportu? Tak, to już nie dla nich. Dla reszty – owszem. A jak nie możesz biegać, zacznij od chodzenia.

  1. Trzeba mieć trenera.

W życiu liczą się tzw. punkty końcowe. Czyli: czy chcesz się dobrze czuć, czy walczyć o rekordy? Jeżeli zadajesz to pytanie, to należysz zapewne do tej pierwszej grupy – nie, nie potrzebujesz.

  1. Nie mam z kim.

Dziwne – wszyscy tak mówią, czyli gdzieś można by się jednak odnaleźć… Może kartka na słupie: „Chcę zacząć, zapraszam o godzinie… cel niematrymonialny:)”.

  1. Na razie nie potrzebuję butów.

Jeśli chcesz się zrazić, to zacznij w dyskotekowych adidasach – bóle kolan gwarantowane! Lepiej więc pójdź do sklepu sportowego i poproś sprzedawcę o buty biegowe. Tak, koniecznie buty do biegania. I nie muszą być wcale drogie. Resztę zrozumiesz z czasem…

  1. Schudnę.

Tu czeka rozczarowanie – niestety, nie schudniesz. No może trochę – tak ze 2-3 kg. Ale w cudowny sposób przebudujesz swoje ciało w myśl zasady: „Tłuszcz unosi się na wodzie, mięso tonie”. Samo bieganie do schudnięcia nie wystarczy – tak, jak zresztą żadna inna, mordercza aktywność. Ale wymodeluje Ci sylwetkę.

  1. Nie będzie bolało.

Będzie. Syndrom DOMS (zespół opóźnionego bólu mięśniowego), zakwasy, naciągnięcia, przeciążenia to wszystko czeka na „świeżaka”. Stąd plan: „będę biegał codziennie”, nie ma najmniejszego sensu. Dwa-trzy razy w tygodniu w zupełności wystarczą na zregenerowanie organizmu i progres. Wtedy „boli przyjemnie”. Po około dwóch tygodniach nie będziesz się tym przejmować.

  1. Głupio tak w rajtuzach.

Kobiety nie mają z tym problemów. Wiedzą, że wyglądają bardziej… atrakcyjnie. A faceci? Po pierwszym treningu, gdy zamienią spodenki na legginsy, a w dodatku poza nimi nikt tego nie zauważy, po prostu się w nich zakochają.

  1. To tylko taki modny lans.

Kiedyś biegaczy było dużo mniej. To, że teraz biegi są modne, potwierdza uniwersalność tej aktywności. A zaszpanujesz, jak kupisz rower za 10 tysięcy,  czy opłacisz personalnego trenera w modnym fitness klubie. Biegacz kupi sobie buty raz do roku, reszta służy wiele lat, bo się nie zużywa.

  1. Zawody – absolutnie nie dla mnie !

Właśnie to tu naprawdę można się dowartościować. Wyobrażasz sobie inne miejsce, gdzie spotyka się tylu pozytywnie zakręconych, którzy płacą za to, by się zmęczyć, biegając razem po ulicy? I ta średnia inteligencja tłumu, zdecydowanie wyższa od średniej krajowej!!! Cudnie. No i medal pamiątkowy, i koszulka z nadrukiem, i wspomnienia… A jak smakuje piwo czy cola w oszronionej szklance na mecie, wiedzą tylko zawodnicy.

  1. A maratonu to i tak bym nie dał rady.

Zacznij od wyjścia z domu na godzinę, poprzeplataj marsz truchtem, by było przyjemnie, regularnie 2 razy w tygodniu, wieczorem. I tak przez 2-3 lata. Potem pogadamy. Przecież wcale nie musisz. No chyba że byłbyś szczęśliwszy. Pogadamy więc o tym za 2 lata.

A teraz głęboka refleksja powtarzana jak mantra: „To przecież mnie nie uszczęśliwi”.

Stare powiedzenie biegaczy: „Wiele razy mi się nie chciało, ale jak już wyszedłem pobiegać, to nigdy nie żałowałem” ma głęboki sens. Endorfiny, hormony szczęścia, zbawienny wpływ zmęczenia fizycznego… NIRVANA. No i zwycięstwo nad lenistwem!

 

Piotr Polański – lekarz rodzinny, facet, który zaczął biegać dopiero przed czterdziestką, jest doskonałym bohaterem drugiego planu, nie walczy z nikim o nic, a tylko z własnymi słabościami. Zaczynał od 3 km przebiegniętych w godzinę, a dotychczas pokonał już 25 maratonów, drugie tyle „połówek”, o mniejszych biegach świadczą kilogramy medali (za uczestnictwo). Można? Można!

 

Fot. Pixabay

One thought on “10 biegowych mitów, czyli nie szukaj powodów, by nie biegać…

Comments are closed.