Wolniej z e-zwolnieniami

Lekarze rodzinni uważają, że zwolnienia lekarskie w formie elektronicznej nie powinny całkowicie zastępować zwolnień papierowych – lepiej, by stały się rozwiązaniem fakultatywnym. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że system informatyczny do e-zwolnień jest, delikatnie mówiąc, mocno niedoskonały. Przysparza wielu problemów: zawiesza się, blokuje, wczytuje błędne dane, które nie tylko utrudniają, ale wręcz paraliżują pracę w gabinetach lekarskich.  Tym samym poważnie narażają na tracenie cennego czasu, stres i nieprzyjemności lekarzy, ale także, a może przede wszystkim, pacjentów.

Baba u Lekarza zapytała doktorów, z jakimi kłopotami borykają się, próbując wystawiać chorym e-zwolnienia. Oto, co usłyszała na temat problemów, na jakie najczęściej napotykają lekarze jako użytkownicy aplikacji ZUS służącej do wystawiania zwolnień w formie elektronicznej:

  • Podaje ona nieprawidłowe dane o zatrudnieniu pacjentów, np. że pacjent jest aktualnie zatrudniony w firmie, w której w rzeczywistości od dawna już nie pracuje. Szczególnie ciekawa jest sytuacja osób, które mają przyznaną rentę chorobową. Otóż aplikacja ZUS informuje lekarzy, że tacy pacjenci są… zatrudnieni w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych.
  • Pod uwagę bierze wszystkie związane z zatrudnieniem umowy, jakie zawarł pacjent, a więc jako miejsca pracy chorego podaje również wszystkie jego umowy zlecenia. Do częstych więc należy sytuacja, gdy lekarz otrzymuje z systemu informację, że ma pacjentowi wystawić 3-5 zwolnień. Tymczasem wystawienie zwolnienia nie tylko nie jest potrzebne, ale wręcz niezgodne z przepisami, ponieważ wykonawca umowy zlecenia nie płaci składki chorobowej. Informacja o umowie zleceniu powinna się pojawiać tylko, jeśli dobrowolnie płaci taką składkę.
  • Kłopoty są także ze zwolnieniami dla pacjentów, którzy zakończyli pracę u konkretnego pracodawcy, ale są jeszcze objęci ubezpieczeniem i zachowują prawo do zwolnienia lekarskiego. W przypadku choroby niezakaźnej takie osoby mogą otrzymać zwolnienie lekarskie w okresie 14 dni od ustania zatrudnienia, a w przypadku choroby zakaźnej – 90 dni od ustania zatrudnienia. Po tym okresie w aplikacji ZUS nie powinien się już pokazywać NIP byłego pracodawcy. Tymczasem bywa, że do lekarza przychodzi ktoś np. chory na nadciśnienie (nie jest to schorzenie zakaźne), w systemie nadal widać NIP pracodawcy, u którego pacjent już nie pracuje. Jeśli w zakładzie dział kadr funkcjonuje tak jak należy, lekarz nie widzi nr NIP byłego pracodawcy pacjenta.
    Sytuacja standardowo powinna wyglądać tak: jeżeli pacjent nie podjął nowego zatrudnienia, w przypadku wpisania rozpoznania choroby niezakaźnej, NIP pracodawcy powinien pokazywać się przez 14 dni po ustaniu zatrudnienia, a w przypadku choroby zakaźnej – przez 90 dni. Jeśli brakuje NIP-u pracodawcy w systemie, sprawna aplikacja ZUS powinna nakładać na lekarza obowiązek wpisania w programie informatycznym danych zakładu pracy, jakie poda pacjent.
  • Podobnie jest z zatrudnieniem w nowym miejscu pracy. Ubezpieczeniem, a więc także prawem do zwolnienia lekarskiego, pracownik jest objęty od pierwszego dnia pracy. Tymczasem zdarza się, że do lekarza zgłasza się pacjent, który 2-4 dni wcześniej podjął pracę w nowym miejscu, ale w aplikacji ZUS przy jego nazwisku nadal nie widnieje żadna informacja na ten temat. Tym samym lekarz nie wie, czy może takiej osobie wystawić zwolnienie lekarskie. W takim przypadku lekarz musi wpisać w programie informatycznym dane zakładu pracy, jakie poda pacjent.

To tylko niektóre z powodów, dla jakich lekarze apelują do rządu, by przed wprowadzeniem obowiązkowych
e-zwolnień i zastąpieniem nimi papierowych druków, dopracowano kulejący system informatyczny.

 

Fot. Pixabay